29 maj 2012

Gary Ross - Igrzyska śmierci

Reżyserzy z Hollywood nie mogli być ślepi na ogromy sukces, jaki odniosła trylogia "Igrzyska śmierci" autorstwa Suzanne Collins. W końcu adaptacji tejże książki na srebrny ekran podjął się Gary Ross, który ma na swoim koncie rewelacyjne "Miasteczko Pleasantville". Chociaż tych dwóch filmów absolutnie nie można ze sobą porównywać, to warto jednak stwierdzić, że reprezentują równie wysoki poziom.

Katniss Everdeen mieszka w biednym Dwunastym Dystrykcie. Ma szesnaście lat i rok w rok od dwunastego roku życia bierze udział w Dożynkach, które Kapitol organizuje przed Głodowymi Igrzyskami w celu wyłonienia dwójki trybutów. Trybuci biorą udział w makabrycznych Igrzyskach, by złożyć ofiarę ku pamięci mrocznych czasów, kiedy to Trzynaście Dystryktów wypowiedziało wojnę władzy zamieszkującej stolicę. Rebelia została stłumiona, Trzynasty Dystrykt został zmieciony z powierzchni ziemi a ludzie zrozumieli, że z władzą nie wygrają i przyzwyczaili się do strasznych warunków. Jednak w tym roku siostra Katniss miała wziąć udział w losowaniu na trybuta po raz pierwszy i właśnie imię Prim Everdeen jaśniało na kartce wyciągniętej ze stosu innych. Katniss nie mogła skazać siostry na śmierć, więc w przypływie emocji zgłosiła się za nią na ochotnika... i tym sposobem wyruszyła by walczyć na śmierć i życie na zaprojektowanej arenie z innymi młodymi ludźmi, których los jest w zasadzie przesądzony, bo zwycięzca może być tylko jeden.


Film jest niesamowity, przede wszystkim ze względu na fantastyczny scenariusz, gdyż książka rzeczywiście stanowiła dla niego pewny grunt. Nie jest jednak wolny od wad. Największą z nich jest brak jasno prowadzonej narracji, chociaż niejasności pojawiają się tylko w kilku momentach i sądzę, że dla osób zaznajomionym z papierową wersją tej historii będą niezauważalne. Montaż delikatnie kuleje, ale nie przeszkadza to w odbiorze dzieła tak bardzo jakby mogło. Mocną stroną są dobrze dobrane ruchy kamery, które sprawiają, że obraz drży lub też momentami rozmazuje się, co dodaje wyjątkowej dramaturgii.

Plusem owego filmu jest bardzo dobra gra aktorska. Okazuje się, że młodociani aktorzy potrafią wykrzesać z siebie odrobinę zapału i przekonania na planie filmowym. Tu z całą pewnością chwalę Jennifer Lawrence w roli Katniss, słabiej wypadają postacie męskie, czyli panowie Hemsworth oraz Hutcherson, choć do tego drugiego, mimo wszystko nabrałam słabości. Wyjątkowo udaną kreację miała także Elizabeth Banks, w roli krzykliwej i przerysowanej mieszkanki Kapitolu Effie Trinket.

Na uwagę zasługuje także muzyka w filmie, która wyjątkowo oddawała klimat tego co widziane na ekranie. Brawa dla twórców za to, że nie skupili się na wątku romantycznym, który nawet w książce nie jest osią fabuły, a postanowili ukazać absurd "Igrzysk śmierci" oraz okrucieństwo i odczłowieczenie mieszkańców stolicy i rządzących. Reżyser postanowił iść za przykładem autorki trylogii i niczego nie ubarwił, przedstawił wydarzenia i bohaterów, jak najsurowiej i pozwolił byśmy my - widzowie, mogli ocenić ich zachowania i wybory moralne.

Jest to jeden z lepszych filmów jakie widziałam dotychczas. Niesie przesłanie i wartości, do tego jest bardzo dobrze zrealizowany i wykonany, dlatego polecam i daję najwyższą ocenę.

Moja ocena 6/6

24 maj 2012

oTAGowani

Wreszcie znalazłam trochę czasu na to, żeby odpowiedzieć na pytania w blogerskiej "zabawie" oTAGowani.
Za zaproszenie dziękuje serdecznie EMILY. Oto moje odpowiedzi na pytania:

1. Jak zaczęła się Twoja książkowa historia?
Pamiętam, że jak byłam młodsza często chorowałam, a co jest lepszego na długie zimowe wieczory w łóżku niż książka? Moja mama uwielbia czytać (choć teraz już nie koniecznie daje radę tak często i dużo jakby chciała) więc biegała mi do biblioteki i wypożyczała stosy książek. Jak sobie przypominam to chyba swoją przygodę z poważniejszą lekturą zaczęłam od serii "Ulica strachu". Czytałam to z wypiekami na twarzy.

2. Co sądzisz na temat ebooków i audiobooków?
E-booków nie czytam bo i tak spędzam strasznie dużo czasu przy komputerze w pracy, więc myślę, że paczałki by mi wypadły, gdybym wracała do domu i znów zasiadała do komputera na długie godziny, by odstresować się przy książce. Wolę wersje papierowe, ba! uwielbiam je <3
Co się tyczy audiobooków, mam nadzieje, że nigdy nie będę musiała z nich korzystać, ale uważam, że są użyteczne w momencie, kiedy czytelnik niedowidzi lub jest  niewidomy lub też nie ma zbyt wiele wolnego czasu by czytać samemu.

3. Która książka najbardziej Cię dotknęła? Taka o której nigdy nie zapomnisz, którą miałaś ochotę rzucić przez pokój i nigdy więcej do niej nie zajrzeć, a jednak doczytałąś do końca i już na zawsze zostanie w Twoim sercu.
Ostatnią książką, którą miałam ochotę rzucić przez pół pokoju była "Dziewczyna z sąsiedztwa". Bardzo dobra lektura, jednak nie wiem czy mogę powiedzieć, że wkradła się do mojego serca. Natomiast książką, która podbiła moje serce ale nie miałam ochoty nią rzucać, choć wycisnęła ze mnie morze łez, była powieść "Zanim umrę"... naprawdę piękna!

4. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowym światem?
Założyłam bloga... ot co! :D

5. Po czym poznajesz, że książka, którą chcesz przeczytać jest tego warta?
Zabrzmię płytko ale... książka musi mnie uwieść okładką. Rzadko zwracam uwagę na opisy od wydawców bo zdaję sobie sprawę  tego, że często nawet oni sami nie wiedzą o czym jest książka, i po pobieżnym jej przeczytaniu robią jej opis, który nijak się ma do treści w niej zawartej. Nie twierdzę, ze okładka musi być ładna, bardziej chodzi o to żeby miała w sobie to coś... mniej więcej tak samo jak z mężczyznami. Hahah.
Ważne jest też wydawnictwo, chociaż nie unikam mniej znanych, bo czasem potrafię się mile zaskoczyć. Mam swoich ulubionych autorów no i zwracam uwagę na Wasze opinie moi drodzy. :)

6. Co było Twoim największym rozczarowaniem literackim (książka)?
W każdej lekturze staram się znaleźć coś wyjątkowego. Rzadko książki mnie zawodzą, bo staram się nie mieć zbyt wysokich wymagań. Zawsze wolę zostać mile zaskoczona niż niemile rozczarowana. Nie wiem czy mam taki tytuł, który wyjątkowo nie sprostałby moim oczekiwaniom. Oczywiście czytałam wiele kiepskich książek, ale jeśli nie mam wysokich wymagań zanim zacznę czytać nie mogę się też rozczarować.

7. Jak dużo czasu dziennie poświęcasz książkom?
Staram się poświęcać im jak najwięcej czasu. Nie mogę jednak zaniedbywać swoich obowiązków, więc czasem bywa tak, że nie czytam przez tydzień tylko po to, żeby przeczytać 3 książki jednej wolnej niedzieli.

8. Czy planujesz kiedyś wydać własną książkę? Masz już wstępne plany, czego mogłaby ewentualnie dotyczyć?
Nie mogę zdradzać tematyki :) Mam pełno pomysłów, które na razie bardzo rzadko opuszczają głowę. Dotychczas pisałam tylko opowiadania, ale jeśli napiszę coś większego na pewno postaram się, żebyście się o tym dowiedzieli.

9. Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa, którą do tej pory pamiętasz?
"Biały kieł" i "Ania z Zielonego Wzgórza" - najpiękniejsze książki z czasów młodości.

10. Jakie są Twoje plany na przyszłość, czy znajdujesz w nich miejsce na literaturę?
Z racji mojego wykształcenia zawsze biorę pod uwagę literaturę i inne formy sztuki w planach na przyszłość. Na razie pracuje, studiuję i rozwijam się na tyle na ile mogę a co będzie dalej tego nikt nie wie. Mam parę planów względem przyszłości... ale jak to się mówi "Jeśli chcesz rozbawić Boga, powiedz mu o swoich planach" tak więc pozwólcie, że będę milczeć.

11. Jakie jest Twoje największe marzenie?
W ciągu ostatnich kilku miesięcy tak bardzo przewartościowałam swoje życie, że na chwilę obecną sama już  nie wiem co jest moim największym marzeniem. Nie skłamię na pewno jeśli powiem, że chciałabym mieć własne wydawnictwo literackie, ale czy to największe marzenie? Sama nie wiem :)

Dziękuję, jeszcze raz za zaproszenie mnie do zabawy. Myślę, że już większość brała w niej udział, więc pozwólcie, że nie będę swoich typów podawać.
Pozdrawiam Was i śle słoneczne całusy :)

22 maj 2012

Johan Theorin - Smuga krwi

Skandynawska literatura wyróżnia się szczególną atmosferą i powolnym tempem. Jednak, kiedy czytałam „Mały złoty pierścionek” Dahl'a jeszcze o tym nie wiedziałam. Dopiero po przestudiowaniu kilku lektur pochodzących z tamtej części Europy dotarło do mnie, że to co wpierw uznałam za niebywały talent jednego autora jest cechą wyróżniającą pisarzy z północy.

Historia rozpoczyna się niewinnie. Per przybywa na Olandię, by wraz z dziećmi spędzić wielkanocny czas w rodzinnym domu. Jednak spokój zostaje zakłócony nie tylko przez pogarszające się, w wyniku choroby, zdrowie córki bohatera, ale także przez dziwny telefon od jego schorowanego ojca. Jerry, potrzebuje pomocy od swojego syna, więc ten wyrusza do jego starego studia filmowego, choć nie koniecznie ma na to ochotę. Gdy dociera na miejsce, wybucha pożar, a Per ledwo uchodzi z życiem, wyciągając ze zgliszczy swojego ojca. Tak, mężczyzna zostaje wplątany w ciemne interesy związane ze skandynawską branżą porno, której królem, jeszcze do niedawna był Jerry. Jednak to nie wszystko, bo wraz z nastaniem wiosny, na Olandię przybywają też miastowi, a ich losy przeplatają się z historią Pera i Jerrego.

„Smuga krwi” jest powieścią magiczną. Rozkręca się bardzo powoli, jednak potrafi zaintrygować czytelnika już od pierwszych stron, choć nie opowiada emocjonującej i mrożącej krew w żyłach historii. Johan Theorin, potrafi ukazać normalną prozę życia w sposób wyjątkowy. Przeplata rzeczywistość ze światem baśniowym i z tego co wiem, uwielbia opierać swoje kryminalne historie na ponurym klimacie olandzkich legend. Każda, z pozoru zwyczajna opowieść, dzięki niemu nabiera znaczenia i wyrazu. Jednak, muszę przyznać, że niektórzy czytelnicy mogą poczuć się znużeni poznawaniem historii bohaterów, którzy pozornie mają niewielki wkład w rozwój wydarzeń. Autor nie ograniczył się do nakreślenia zwykłego szkicu psychologicznego postaci, postanowił natomiast wprowadzić nas w ich szczegółowe życiorysy. Zrobił to jednak niepostrzeżenie i z tak wielką wprawą, że mi, zagorzałej fance szybkiego rozwoju akcji, w tym wypadku zupełnie przestało to przeszkadzać.

Nie jest to typowy kryminał, powiedziałabym nawet, że to raczej opowieść obyczajowa z elementami kryminalnymi. Wyśmienita książka, dla osób zaczynających przygodę z tym gatunkiem. Autor stworzył już dwie inne powieści dotyczące pięknej szwedzkiej wyspy, gdzie pojawiają się niektórzy bohaterowi, których można spotkać również w „Smudze krwi”. Każda z książek dotyczy innej pory roku, i choć wiosna jest trzecią z kolei, ja zachęcam Was do rozpoczęcia swojej przygody z tym autorem właśnie od tej, nieco innej i łagodniejszej od swych poprzedniczek książki. Dajcie się ponieść tej barwnej i urzekającej opowieści, gdzie elfy, trolle i ludzie współistnieją w niczym nie zmąconej harmonii.

Moja ocena: 4/6

Tytuł: Smuga krwi
Autor: Johan Theorin
Ilość stron: 456
Wydawnictwo: Czarne 2012 (seria wydawnicza: Ze Strachem)


Recenzja ukazała się na portalu KOSTNICA.

Suzanne Collins - Kosogłos tom 3

„Tamci to zwierzęta, zgoda. Ale czy wiesz na pewno, że dzięki temu my jesteśmy ludźmi?”*

„Kosogłos” to ostatni tom należący do trylogii „Igrzysk śmierci”. Suzanne Collins postanowiła lekko wyciszyć wątek miłosny a rozbudować te polityczne i społeczne. Czy taki zabieg okazał się trafionym pomysłem na zwieńczenie tak wyśmienitej serii? Myślę, że zdecydowanie tak. Tym bardziej, że autorka postanowiła nic nie upiększać, nie bawić się w literackie fantazje. Jestem przekonana, że gdyby tak miał wyglądał kiedyś świat to ta historia mogłaby zostać napisana przez życie.

Trzynasty Dystrykt przetrwał. Od kilkudziesięciu lat ludzie ukrywają się tam pod powierzchnią ziemi i przygotowują się na zemstę. Właśnie tam trafia Katniss wraz z matką, siostrą i innymi ocalałymi z Dwunastego Dystryktu. Dziewczyna staje się symbolem rebelii, a wszystko to za sprawą broszki, którą w pierwszym tomie otrzymała od przyjaciółki zanim ruszyła na arenę śmierci. Kosogłos, bo właśnie jego symbolizuje Katniss, staje się ostatnim trybikiem w walce o wolność dla mieszkańców całego Panem. Niestety, bohaterka jest wyczerpana psychicznie i fizycznie i jedyne co jest w stanie robić to wykonywać rozkazy tych, którzy w rzeczywistości pociągają za sznurki. Jedyne momenty, kiedy znów staje się sobą to realna walka... rzeczywiste pole bitwy – czuje się wtedy jak na arenie. Najgorsze przychodzi jednak wtedy, kiedy okazuje się, że Peeta został pojmany przez Kapitol i nikt nie wie co się z nim dzieje.

Autorka naprawdę popisała się nie lada pomysłowością. Chociaż jest to książka dla młodzieży, nie starała się jest złagadzać, tłumaczyć, dopisywać na siłę „happy endu” do każdej historii. Bohaterowie przeszli piekło i ono zostawiło na nich piętno. Zmienili się z delikatnych i niewinnych młodych ludzi, w dojrzałych, szczerych i brutalnych „żołnierzy”. Zmieniły się także ich uczucia. „Kosogłos” chodź najmniej spektakularny ze wszystkich tomów to jednak pozostawia największe wrażenie, właśnie poprzez to, że jest to najbardziej gorzka i okrutna część historii.

Doskonale przedstawiona wizja antyutopii. Dojrzała i wymagająca myślenia historia, która trzyma w napięciu od początku do końca, czyli od „Igrzysk śmierci” do „Kosogłosa”. I naprawdę uwierzcie mi ostatnią rzeczą, o której mówi ta książka jest miłość. Oczywiście, bohaterka podejmuje w końcu decyzję, jednak czy wiedzie ją głos serca, czy też racjonalne myślenie i chłodna kalkulacja? Na pewno wybrała tego bez którego nie mogła dać sobie rady, tego który ugasił trawiący ją wewnętrzny pożar, a nie tego, który go podsycał. I jeśli tak na to patrzeć, to myślę, że faktycznie była to miłość, już od samego początku.

A jeśli chodzi o to co najważniejsze, czyli społeczeństwo, to Collins rewelacyjne odwzorowała na czym polega władza. Z tej powieści doskonale wynika, że z wielką władzą wiąże się wielka odpowiedzialność, którą nie każdy jest w stanie udźwignąć. I pamiętajcie, ku przestrodze, że historia lubi zataczać koło...

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Kosogłos tom 3
Autor: Suzanne Collins
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Media Rodzina 2010

* "Wielki marsz" Stephen King 

21 maj 2012

Suzanne Collins - W pierścieniu ognia tom 2

„…przyglądał się temu apatycznie i myślał, że nawet groza powszednieje. Nawet śmierć bywa płytka.”

Po tym jak skończyłam lekturę „Igrzysk śmierci”, nie mogłam się opanować i zaraz sięgnęłam po drugą część trylogii, mianowicie „W pierścieniu ognia”. Ze zgrozą i łzami w oczach wróciłam do Panem i czytałam o dalszych losach Katniss i Peety. Muszę przyznać, że ostatni raz tak nieodpartą potrzebę powrotu do świata wykreowanego w głowie autorki, miałam tylko przy trylogii „Las zębów i rąk”, a to znaczy, że naprawdę zostałam wciągnięta w historię.

Kapitol jest zły. Jeszcze nigdy w ciągu 75 lat nikt nie zagrał mu na nosie tak jak Katniss...
Po tym jak okazało się, że ona i Peeta mogą razem wygrać „Igrzyska śmierci” podjęli walkę i kiedy już myśleli, że wrócą do domu, okazało się, że dla kaprysu jedno będzie musiało zabić drugie. Przynajmniej tak chciał prezydent Snow, ale tak się nie stało. W przypływie emocji, być może ze strachu, że straci Peetę, a może w związku z tym, że nie chciała pozwolić, by Kapitol postawił na swoim, wyciągnęła z kieszeni garść trujących jagód i wraz z towarzyszem podjęli decyzję o samobójstwie. Ale Kapitol musi mieć zwycięzcę... dlatego przeżyli. Jednak stolica nie zapomina i będzie szukała zemsty, a najbliższą okazją okażą się rocznicowe – 75 obchody Igrzysk głodowych – „Star crossed lovers” znów trafiają na arenę w roli trybutów, gotowi oddać za siebie życie, jednak tym razem będzie inaczej.

Dalszy ciąg historii Dziewczyny, która igrała z ogniem, czyli Katniss Everdeen jest jeszcze ciekawszy, niż opowieść zaprezentowana w tomie pierwszym. Wydaje mi się, że książka jest bardziej dojrzała i lepiej napisana, poprawił się też język powieści, jakby zmieniał się wraz z jej treścią. Oczywiście, że zawiodłam się wyborami podejmowanymi przez bohaterkę! Jej miłosne rozterki między Peetą a Gale'm, przyprawiały mnie o ból głowy. Z drugiej, jednak strony szybko uświadomiłam sobie, że mimo tak traumatycznych przeżyć, ma ona ledwo siedemnaście lat – trudno, żeby w takim wieku wiedziała już czego chce w przyszłości, tym bardziej tak niepewnej i niewyraźnej. Natomiast Peeta oczarował mnie jeszcze bardziej. Choć jego obecność w książce została lekko zredukowana. Żałuje, że tak niewiele dowiadujemy się o jego poglądach. W tej części autorka ewidentnie postanowiła z niego zrobić tragicznego kochanka. Mimo wszystko lektura „W pierścieniu ognia” wycisnęła mi o wiele więcej łez niż jej poprzedniczka.

Wyjątkowo podoba mi się ukazanie relacji społeczeństwa z władzą oraz kontrastu między Dystryktami a Stolicą. I mimo tego, że Prezydent Snow jest czarnym charakterem, to przyznaję, że ciężko jest ukryć podziw dla jego postaci, jest on idealnym przykładem przedstawiciela władzy dążącego po trupach do celu, a przy tym nielekceważącego przeciwnika. W drugiej części już wyraźnie widać, że książka ta nie jest płytką opowieścią o kolejnym trójkącie miłosnym, a raczej ów trójkąt jest barwnym tłem dla opowieści o tym, że lud nawet najbardziej gnębiony i zlękniony potrafi podnieść się i wyciągnąć rękę po swoje... po sprawiedliwość, potrzebuje tylko głosu, który za niego przemówi.

Moja ocena: 6/6

Tytuł: W pierścieniu ognia tom 2
Autor: Suzanne Collins
Ilość stron: 350
Wydawnictwo: Media Rodzina 2009

Suzanne Collins - Igrzyska śmierci tom 1


"Każde zawody wydają się uczciwe, jeśli wszyscy zostali oszukani"* 

Zamieszanie jakie ostatnimi czasy rozpętało się wokół antyutopijnej trylogii „Igrzyska śmierci”, niestety według mnie nie działało na korzyść tejże. Nie miałam, więc zamiaru sięgać po książkę, aż do czasu, kiedy wybrałam się do kina na 'Igrzyska śmierci”. Po seansie wiedziałam już, że moim błędem było lekceważenie tej powieści, a błędem wydawnictwa było prowadzenie kampanii reklamowej na odcinaniu kuponu od sukcesu „Zmierzchu”, gdyż jedno z drugim niewiele ma wspólnego.

Na gruzach dawnej cywilizacji, powstało Państwo Panem ze stolicą - Kapitolem, otoczonym Trzynastoma Dystryktami. Lata temu mieszkańcy dystryktów podjęli walkę, by wyzwolić się spod jarzma kapitolskiej władzy, jednak rządzący zwyciężyli i zmietli Trzynasty dystrykt z powierzchni Ziemi. Od tamtej pory w ramach przestrogi i "ku pamięci" mrocznych dni jakie nastąpiły, władze organizują tzw. 'Igrzyska śmierci”. Co roku, każdy Dystrykt musi wytypować jedną dziewczynę i jednego chłopaka w wieku od 12 do 18 lat, którzy staną do walki na śmierć i życie z innymi trybutami, aż zostanie tylko jeden. Dla 16 letniej Katniss Everdeen, mieszkającej w Dwunastym Dystrykcie, 74 „Igrzyska śmierci” będą wyjątkowe, przede wszystkim dlatego, że zgłosiła się wystąpić w roli trybuta z własnej woli, chciała tym samym uratować od pewnej śmierci na arenie swoją 12 letnią siostrę Prim. Jednak to, co wydarzy się podczas Igrzysk odmieni życie nie tylko Katniss, ale także mieszkańców wszystkich Dystryktów oraz stolicy.

Autorka miała niesamowity pomysł, który, choć wykorzystywany przez innych pisarzy, chyba nigdy nie był tak bliski czytelnikowi. Suzanne Collins stworzyła niesamowitą historię walki uciśnionego społeczeństwa, przeplataną dramatami jednostek, miłością, strachem, nienawiścią i całą gamą innych emocji. Chociaż język powieści jest dosyć prosty i ubogi to w zasadzie nie razi w oczy. Ba! Jest nawet doskonale dostosowany do historii, którą opisuje – tym samym pisarka uniknęła przerostu formy nad treścią.

Bohaterowie bardzo szybko stają się bliscy sercu. Katniss jest zwyczajną dziewczyną, która kocha swoją rodzinę. Jest w stanie zjednać sobie sympatię tak reszty bohaterów, jak czytelników i chociaż nie jest przebojowa to daleko jej też do bycia pionkiem i mimozą bez charakteru. Peeta, chłopak z jej dystryktu, który ląduje z nią na arenie, jest według mnie jeszcze bardziej pociągający. Wydaje się być w 100% oddany sprawie, a do tego jest lojalny i w pewien sposób krystalicznie czysty, co w rękach nieudolnego pisarza byłoby wadą postaci, jednak w rękach Collins staje się wyjątkowo silnym magnesem, przyciągającym do kart tej historii. Reszta postaci także urzeka różnorodnością oraz wyjątkowością, szczególnie zapadła mi w pamięć mała Rue oraz groteskowo zabawna Effie.

Zachęcam Was do wyzbycia się wszelkich uprzedzeń do powieści, które wywołują tak ogromne zachwyty. Zawsze wydawało mi się, że świadczy to jedynie o tym, że lektura jest na tyle płytka, że jest w stanie spodobać się każdemu. Jednak „Igrzyskom śmierci” zwracam honor. Niesamowite, jak autorce udało się połączyć tak wiele wątków i kwestii, nie komplikując przy tym historii. „Igrzyska śmierci” reklamuje się, jako romans – jednak nie dajcie się zwieść, owszem miłosny trójkąt jest tutaj ważnym elementem, ale potrafi ustąpić miejsca innym relacjom. Nie wiedzieć czemu, ale pod względem ukazania problemów społecznych ta powieść bardzo przypomina mi „Wielki marsz” Stephena Kinga.

Moja ocena: 5/6

Tytuł: Igrzyska śmierci tom 1
Autorka: Suzanne Collins
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Media rodzina 2009

* Cytat z powieści "Wielki marsz" S. Kinga

08 maj 2012

Kendare Blake - Anna we krwi


Z racji tego, iż nawiązałam współpracę z dziewczynami z NASZYCHRECENZJI, tu zamieszczam tylko wstęp do swojej recenzji natomiast "czytaj więcej..." odsyła na ich stronę z resztą recenzji.

Okładka książki Kendare Blake „Anna we krwi” przyciągnęła mnie niczym magnes przyciąga metal. Widniejąca na niej hipnotyzująca postać odziana w biel i szkarłat wzbudziła moje zainteresowanie, a sugestywny opis sprawił, że poczułam dreszcz emocji, jaki mogą wzbudzić jedynie klasyczne i oparte na dawnych wierzeniach historie o duchach. Książka już od pierwszych stron ujęła mnie specyficznym klimatem i lekkością prowadzenia narracji, choć wydawało mi się na wstępie, że będę miała do czynienia z typowym paranormalnym romansem. Czemu więc dałam się ponieść tej opowieści?